ULA i MAREK DOOKOŁA POLSKI
Pięć la temu kiedy po raz ostatni jechałem Dookoła Polski powiedziałem sobie że już koniec- starczy. Nawet nie było pomysłu na nowy przejazd. Cztery razy jechałem za każdym razem poprawiając czas przejazdu, i kiedy razem z Heniem Ziębą i Zbyszkiem Dudasem w 2013 roku przejechaliśmy Dookoła Polski 4000km w 15 dni pisałem że ja w krótszym czasie tego nie przejadę. W 2014 roku pojechałem jednak piąty raz z Jankiem Doroszkiewiczem ale była to i dłuższa wyprawa i trwała czasowo dłużej .Wtedy zaliczyliśmy prawie wszystkie podjazdy po drodze , a więc było ich ponad 60 a suma przewyższeń przy przejechaniu 4310km wyniosła ponad 37600m. I tu pomysły się skończyły. Jednak 5 lat to sporo czasu i „wykluł” się pomysł wyprawy dookoła Polski z moją osobistą. Moralnie i duchowo przygotowywałem Ulę od jesieni 2018 roku. Parę razy jeździliśmy razem i wiedziałem że z moja pomocą da radę. Wszystko szło w dobrym kierunku aż do stycznia kiedy Uli zachciało się pojechać z wnuczkami na łyżwy. Tam się wywróciła i zbiła kolano. Do lekarza poszła po paru dniach i okazało się że to nie jest taki drobiazg. Myślałem że już jest po wyprawie. Ula chodziła w ortezie na bolącym kolanie . Jednak od kiedy zaczęły się cieplejsze dni Ula zaczęła powoli wsiadać na rower i powoli ćwiczyć, na początku krótkie dystanse ale później jeździła już coraz dalej i wiedziałem że będzie dobrze. Zaczęły się przygotowania rowerów – zakup dobrych opon schwalbe maraton supreme , zmieniłem Uli w rowerku dużą zębatkę na 53 / miała 48 / zamontowałem jej rogi na kierownicę drugi koszyk na bidon / okazał się bardzo pomocny przy takich upałach / Nasze rowery kupione u Janka Zugaja – Specjalized sprawdziły się w 100%. Żadnych usterek przez całą drogę. Jechaliśmy na kołach Mavic Ksyrium i one też się sprawdziły. Przez całą drogę to co robiłem przy rowerkach to raz po umyciu przesmarowałem łańcuch.
Opracowanie trasy i rezerwacja noclegów a więc cała logistyka należała do mnie. Jechaliśmy na nawigacji OSMAND która była przeze mnie sprawdzana bardzo często i nie zawodziła i teraz też nie zawiodła, ale oprócz tego była też i mapa i plan każdego etapu w wersji papierowej. Jak już było wszystko gotowe należało tylko określić datę wyjazdu.
Wyjazd został zaplanowany na dzień 1 czerwca / sobota / W przeddzień spakowaliśmy sakwy i poszliśmy spać. Pobudkę zaplanowaliśmy na 2:30 by o 4 wyjechać.
Teraz troszkę cyferek z wyprawy:
Waga naszych rowerów z zapakowanymi sakwami całym wyposażeniem :
Mój rower – 27kg Uli rower 17kg
Najdłuższy etap – 5 czerwca z Gołdapi do Podczopka 221km
Najkrótszy etap – 16 czerwca niedziela Szczytna – Pisarzowice 80km
Najwyższa zarejestrowana temperatura 11 czerwca Łącko 40.2 stopni
Najniższa zarejestrowana temperatura 17 czerwca 5 rano podjazd
pod przełęcz Kowarską 7 stopni
Największa zarejestrowana szybkość 16 czerwca niedziela
zjazd ze Szczytnej do Polanicy Zdrój – 68,54km/h
Najdłuższy zjazd bez kręcenia korbą – 16km ze szczytu przełęczy Krowiarki do Zawoi.
Najbardziej stromy podjazd – Przemyśl – Arłamów do 14%
Największa średnia przejazdu – etap 1 Gryfice – Główczyce 21,6km/h
Największe przewyższenie w jednym etapie –
9 etap Chotyniec – Ustrzyki Górne 138km 1542m przewyższeń
Ogólnie przejechaliśmy 3019km w 20 dni. Na podstawie mojego profilu na Endomondo zostało spalone 132984 kcal. Na rowerze jechaliśmy ogólnie 160h48m37s. Suma przewyższeń wyniosła ponad 22tysiące metrów.
Opiszę teraz naszą wyprawę
1 dzień
Budzimy się o 3. Wszystko już spakowane więc tracimy czas tylko na zjedzenie kaszki manny i już się ubieramy i chwilkę po 4 rano wsiadamy na rowerki i ruszamy w kierunku na Mrzeżyno. Tuż za domem spotykamy czekających na nas Piotra Siupkę i Przemka Kamińskiego którzy odprowadzają nas rowerkami do Trzebiatowa. Tu robimy fotkę i żegnamy się z kolegami którzy życzą nam powodzenia. Jedziemy w miarę równym tempem , nie przesadzając z prędkością. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności za nasz przejazd – poprzednio jak jechaliśmy z kolegami był plan codziennej jazdy – początkowe etapy po ok.300km. Teraz z Ulą wiem że nie można przeginać, Ula do tej pory jak na kobietę sporo przejechała kaemów , ale jednorazowo nie więcej niż ok.180km. Teraz przed Nią dłuższe dystanse . Musi się przyzwyczaić do jazdy codziennej i to po kilka lub kilkanaście dobrych godzin. Jeszcze przed siódmą, przed szczytem przejeżdżamy przez Kołobrzeg a w Mścicach skręcamy na Mielno omijając Koszalin. Później już kierunek Darłowo, Ustkę. Po drodze posilamy się kanapkami zrobionymi w domku. Od południa ściągamy kurtki i nogawki – jest fajnie ciepło. Za Ustką zatrzymujemy się jeszcze przy sklepie na uzupełnienie płynów i śmigamy dalej. Do Główczyc po przejechaniu prawie 220km dojeżdżamy przed 15. Nocleg mamy w Gościńcu Staropolskim. W sklepie kupujemy potrzebne produkty a na miejscu po wzięciu prysznicu jemy obiadek i odpoczywamy. Ok.21 idziemy spać.
GRYFICE – GŁÓWCZYCE – 04:08
DYSTANS-219,28 km
CZAS TRWANIA-10g: 09m: 23s
KALORIE-9 803 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-21,59 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-45,32 km / h
2 dzień
Pobudka o 3:30 i po porannej toalecie i drobnym posiłku po 5 rano ruszamy. Kierunek Hel. Rano chłodno więc jedziemy na długo ale już za Choczewem po godzinie 7 kiedy słoneczko na bezchmurnym niebie już ma swoją moc zaraz za Choczewem zatrzymujemy się na stacji benzynowej, coś tam jemy , pijemy kawkę i jedziemy dalej. Podziwiamy krajobrazy okolic jeziora Żarnowieckiego i za kilkanaście minut jesteśmy już nad morzem – Karwia, Jastrzębia Góra. Decydujemy się podjechać pod latarnię morską w Rozewiu. Nigdy tu nie byłem więc czas najwyższy. Robimy sobie pamiątkowe fotki jest już ciepło więc dalej jedziemy już na krótko. We Władysławowie skręcamy do Swarzewa do zajazdu Kaszub gdzie mamy nocleg. Jest południe – Tu zostawiamy sakwy i jedziemy na Hel. Po drodze w Juracie zatrzymujemy się przy cukierni , pijemy kawkę ja z eklerkiem a Ula z ciastkiem bezowym. Dalej już jedziemy bez przystanku i na Helu decydujemy się na posiłek – bardzo dobrą pizze a później młody człowiek zrobił nam pyszne burgery. Jest bardzo ciepło więc dbamy o odpowiednie nawadnianie. Wracając w Chałupach zajechaliśmy jeszcze do naleśnikarni i kupiliśmy dwie porcje naleśników na poranny posiłek , później już sklep we Władysławowie i po 16 jesteśmy w zajeździe . Tu prysznic i odpoczynek. Spać idziemy wcześniej bo i bardzo wcześniej planowany jest wyjazd. Dzisiaj przejechaliśmy 173km.
GŁÓWCZYCE – SWARZEWO 05:08
DYSTANS-172,92 km
CZAS TRWANIA-9g: 39m: 26s
KALORIE-7 616 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-17,91 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-50,97 km / h
3 dzień
Budzimy się o 2 i ok. 3 wyjeżdżamy. Dzisiaj ruszamy jeszcze po ciemku ale wiem że czeka nas bardzo trudy przejazd przez Trójmiasto i im wcześniej to przejedziemy tym będzie mniejszy ruch . Początek jest jeszcze spokojny ale im bliżej Gdańska tym więcej samochodów i jazda szczególnie dla Uli jest bardzo stresująca co wyraża głośnymi pretensjami. O 6 jesteśmy już na rogatkach Gdańska i zatrzymujemy się na Orlenie tu pijemy kawkę i jemy hod-doga . W Przejazdowie skręcamy w spokojniejszą drogę i jedziemy w kierunku promu w Świbnie. Na Wyspie Sobieszewskiej zatrzymujemy się przy prywatnej piekarni i zaopatrujemy się w pyszne bułki. Tam też dowiadujemy się że prom w Świbnie z powodu wysokiej wody nie kursuje. Jedziemy dalej i na własne oczy widzimy jak nie ma dojazdu na prom. Musimy jechać alternatywną drogą na most by przejechać na drugą stronę Wisły. W Mikoszewie zatrzymujemy się przy sklepie , kupujemy coś do picia i na przystanku jemy kupione w piekarni słodkie bułki. Później już jedziemy do Krynicy , gdzie decydujemy się na wycieczkę tramwajem wodnym przez Zalew Wiślany do Tolkmicka. Tu czeka nas na początek fajny długi podjazd a później jazda remontowaną drogą do Fromborka. Jest południe, gorąco więc od razu po dojechaniu do Andrzeja Piotrowiaka w hotelu Frombork pijemy zimną piankę. Witamy się z Andrzejem i chwilkę rozmawiamy i idziemy do pokoju się odświeżyć. Jemy pyszny obiad i odpoczywamy. Przy kolacji Andrzej ma czas na rozmowę, powspominaliśmy stare czasy, Andrzej też poradził jak powinniśmy jechać objazdem omijając remontowaną i zamkniętą drogę Braniewo – Pieniężno , podziękowaliśmy za gościnę i idziemy spać. Dzisiaj na liczniku 166km.
SWARZEWO – FROMBORK 02:50
DYSTANS-166,70 km
CZAS TRWANIA-9g: 11m: 11s
KALORIE-7339 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-18,15 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-46,02 km / h
4 dzień
Dzisiaj pobudka o 3 śniadanko zaproponowane wcześniej przez Andrzeja i o 4 wyjazd. Patrzymy na bezchmurne niebo i już wiemy że będzie pięknie, słonecznie i bardzo ciepło ,pogoda wymarzona na jazdę po Mazurach. Początkowo po przejechaniu odcinka do Braniewa jedziemy nieplanowaną drogą którą polecił nam Andrzej omijając zamkniętą drogę nr.507. Droga jest w bardzo dobrym stanie ale cały czas pnie się w górę co widać z daleka jak na wzgórzu widoczne są wiatraki. Z doświadczenia wiem że wiatraki i stacje telefonii komórkowej wróżą mocniejszy wiaterek i podjazdy. Po ponad 2 godzinach wjeżdżamy na trasę GREEN VELLO i jedziemy w kierunku Górowa Iławeckiego. Jeszcze przed Górowem pod wpływem już mocno grzejącego słoneczka ściągamy kurtki i nogawki i jedziemy na krótko. Mijamy Bartoszyce i na rogatkach miasta ok. godziny 9 zatrzymujemy się na stacji MOYA pijemy kawkę i jemy hot-doga. Przed 11 jesteśmy w Korsze , przy cukierni widzimy stolik i krzesła więc zatrzymujemy się by uzupełnić płyny i coś przekąsić. Później jeszcze uzupełniamy płyny w Srokowie i w Węgorzewie . Mijając Banie Mazurskie czeka nas chyba najtrudniejszy odcinek tego etapu prawie 20km cały czas pod górkę by przed samym miejscem naszego noclegu – Zajazdem Piękna Góra Rudziewicz mieć troszkę ulgi jadąc w dół. Na miejscy jesteśmy ok.godz.16. Ula dzisiaj miała naprawdę dosyć – upał i ten końcowy podjazd zrobił swoje. Po zakwaterowaniu i wzięciu prysznica zeszliśmy na posiłek. Trafiliśmy na pyszne kartacze , spiliśmy piankę i poszliśmy do pokoju gdzie po prostu usnęliśmy . Przebudzenie było krótkie , zjedliśmy zimny posiłek i dalej spanko. Trzeba odpocząć bo jutro czeka nas wjazd w jak to nazywam „bieszczady północy „ Dzisiaj zrobiliśmy 213km.
FROMBORK – GOŁDAP 04:00
DYSTANS-212,96 km
CZAS TRWANIA-0g: 40m: 27s
KALORIE-9 351 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,95 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-45,51 km / h
5 dzień.
Pobudka standardowo godzina 2:30 coś tam jemy i przed 4 startujemy. Początek to zjazd do Gołdapi a później po 30 minutach zaczynają się wspomniane „Bieszczady północy” Dobrze że jest rześki poranek i upał tak nie dokucza na podjazdach. Po ponad 3 godzinach i 68 km w Szypliszkach kończy się pagórkowaty teren , a my zauważamy fajny bar MALIBU ze stolikami na zewnątrz i to jeszcze na słoneczku. Oczywiście stajemy na jedzonko, zamawiamy jajecznicę i herbatę i suszymy kurtki które już nam nie będą potrzebne – robi się coraz cieplej więc już będziemy jechali na krótko. Po takim śniadanku i w takiej temperaturze aż chce się jechać. Dalej już jedziemy po płaskim i robi się coraz bardziej upalnie. Sejny, Giby i w Płaskiej zatrzymujemy się przy sklepie uzupełniając płyny, później jadąc po ustalonej wcześniej trasie brakuje sklepu by się nawodnić i dochodzi do tego że w południe słońce już grzeje niemiłosiernie a my z braku płynów w bidonach zauważamy kobietę która podlewa konewką przydomowe kwiatki. Zatrzymujemy się i prosimy o zimną wodę z konewki , pani uśmiechając się nie odmawia i od tego dnia do końca naszej wyprawy kupiliśmy w sklepie tylko może litr wody. Reszta wody pochodziła z kranu – po prostu korzystniej było lać do bidonów zimną „kranówkę” i wcale niczym nie różniła się od tej kupnej / a czytałem że jest zdrowsza / Jadąc dalej w Lipsku zauważamy bar ALIBI i tu robimy dłuższy postój na jedzonko. Później już tylko Sokółka i męczące remonty drogi. W miejscu noclegu w STANICY KRESOWEJ w Poczopku byliśmy po 12 godzinach jazdy. W swoich rodzinnych stronach Janek Doroszkiewicz powitał nas wielką wałówką jedzenia i pianki. Jedzonko było pyszne i mieliśmy tez co zjeść rano przed wyjazdem , a tyle pianki nie można było wypić. Jednak muszę wspomnieć o jednej rzeczy – pierwszy raz piłem piankę z sokiem chyba to był sok z miejscowej sosny z jakimiś dodatkami. Nie chciałbym przekręcać składu ale był to pyszny sok a z pianą – miód w gębie. Johny – ja i Ula dziękujemy Ci za takie przyjecie. Później jeszcze próbowaliśmy na miejscu specjałów owej stanicy. Był tylko jeden minus tego pobytu – byliśmy odcięci od świata brak zasięgu i Internetu I TV więc szybko poszliśmy spać. Dzisiaj zrobiliśmy 221 km .
GOŁDAP – POCZOPEK 03:43
DYSTANS-220,89 km
CZAS TRWANIA-11g: 58m: 04s
KALORIE-9 720 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-18,46 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-52,66 km / h
6 dzień
Wstajemy o 2:30 , jemy naleśniki Johnego ubieramy się i o 4 wyruszamy w drogę. Rano jak co dzień jest na tyle chłodno że ubieramy i nogawki i kurtki na długi rękaw. Droga do Supraśla przebiega spokojnie, później jednak skręcamy na „łącznik” do drogi nr.65 którym omijamy Białystok i początek jest ok. ale później…. Droga jest tak paskudna że mając na uwadze obciążenie naszych rowerów jesteśmy zmuszeni jechać bardzo wolno omijając dziury i nierówności. Odcinek jest jednak krótki i po kilkunastu minutach wjeżdżamy już na dobre drogi. W Michałowie zatrzymujemy się przy sklepie by coś przekąsić a później za Narewką ok. godz.9 zatrzymujemy się przy DWORZE BARTNIKA gdzie jemy śniadanko. Słoneczko już grzeje konkretnie z perspektywą późniejszego upału więc my jedziemy już na krótko. W Kleszczelach zatrzymujemy się na chwilkę przy aptece – trzeba kupić sudokrem którego zapas powoli się kończy. Temperatura już przekroczyła 30 stopni więc często zatrzymujemy się na uzupełnienie płynów. Jeszcze przed 13 wjeżdżamy w drogę omijającą Siemiatycze i po niecałej godzince przejeżdżamy most na Bugu, później Sarnaki i już kierujemy się do miejsca noclegu w Konstantynowie. Na miejscy w sklepie robimy zakupy i przed 16 zajeżdżamy do pięknego miejsca naszego noclegu w ZAMECZKU. Obiekt z zewnątrz bardzo ładny a w środku …. Wysoki standard za małe pieniądze. Mieliśmy do dyspozycji wszystko kawa, herbata, lodówka i bardzo ładny pokój. Oczywiście prysznic jedzonko i popołudniowa drzemka która w czasie takich upałów jest super rozwiązaniem. Później już omawianie jazdy w następnym dniu jakaś kolacja i po 21 zasypiamy. Dzisiaj w upale przejechaliśmy 206km.
POCZOPEK – KONSTANTYNÓW 03:19
DYSTANS-205,86 km
CZAS TRWANIA-10g: 41m: 38s
KALORIE-9 048 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,25 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-49,44 km / h
7 dzień
Wstajemy o 2:30 i po ogarnięciu całego tematu a więc toaleta i poranne drobne jedzonko przed 4 wyruszamy w drogę. Poranek troszkę inny, coś tam się chmurzy co wróży troszkę ulgi w temperaturze. Na początku nasza jazda przewiduje dobry czas przyjazdu na miejsce noclegu, drogi w dobrym stanie , sprzyjająca temperatura. Po niecałych 4 godzinach jazdy zatrzymujemy się na stacji paliw w Sławatyczach by coś zjeść i wypić kawkę. Dalej już częściowo jedziemy po GREEN VELO , szczególnie zapamiętany odcinek chyba ok.20km przed Włodawą , nie dość że droga z supernową nawierzchnią to jeszcze z boku piękna ścieżka rowerowa . Jednak już za Włodawą zaczyna się inna bajka – drogi zaczynają być w złym stanie a w porywach w fatalnym stanie. No cóż nie ma w czym wybierać i trzeba jechać dalej. Miałem nadzieje na jakieś jedzonko w Woli Uhurskiej ale o tej godzinie a było to przed 11 to wszystko jest pozamykane więc jedziemy dalej. Parę km dalej zatrzymujemy się przy sklepie i tam już pożywiamy się – ja miałem chęć na moje niegdyś standardowe jedzonko bułka i śmietana 12% Ula zaś je bułkę z jogurtem. Uzupełniamy bidony w wodę bo robi się już coraz cieplej i jedziemy dalej tymi dziurawymi drogami. Na następnym postoju w Dorohusku spijamy piankę i jemy jakieś słodkości i odpoczywamy od tych wybojów na drodze. Mamy jeszcze ok. 50km a jest południe więc nie jest źle. Ok. 13km przed Rogalinem w Horodle zatrzymujemy się zrobić zakupy w sklepie bo w rozmowie z panią z noclegu wiem że dalej już nie będzie możliwości kupna czegokolwiek. Oczywiście zakupy idą w moje sakwy więc obciążenie mam maksymalne , ale nie mam sumienia obciążać Uli rowerku. Ok. 15 dojeżdżamy do miejsca noclegu. Miła Pani pokazuje nam miejsce na rowery i prowadzi do pokoju . Fajne miejsce bo jest to dom gdzie mieszka starsze małżeństwo , my mamy do dyspozycji bardzo duży pokój , kuchnię i łazienkę . Po rozpakowaniu i zjedzeniu jakiegoś posiłku i oczywiście kąpieli ok.17 zasypiamy . budzimy się na prognozę pogody ok.19:30 i później już mając w perspektywie wczesną porę pobudki ok.21 zasypiamy. Dzisiaj przejechaliśmy 215km ale dzień jednak był męczący ze względu na drogi.
KONSTANTYNÓW – ROGALIN 04:01
DYSTANS-214,74 km
CZAS TRWANIA-11g: 15m: 29s
KALORIE-9 441 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,07 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-39,34 km / h
8 dzień
Budzimy się przed 3 i po godzinie ruszamy w trasę. Jest już widno i chłodnawo ale patrząc na niebo widać że dzisiaj też pogrzeje. Dzisiejszy dzień to ostatni etap przed górami , jednak jakieś tam pagórki zaczynają się już za Hrubieszowem. Przed 8 jesteśmy już w Tomaszowie Lubelskim i rozglądamy się za jakimś barem by coś zjeść , jednak wczesna pora to nie jest dobry okres na pozytywne poszukiwanie. Mijamy Bełżec i ok. 9 w Narolu zatrzymujemy się przy sklepie gdzie jest dobre miejsce – stolik gdzie można usiąść. Idę do sklepu kupuje bardzą dobra wędlinę , świeże bułeczki i śmietanę i robimy sobie z Ulą dłuższą przerwę na posiłek. Słoneczko grzeje coraz mocniej więc już ściągamy wierzchnie okrycia i jedziemy na krótko. Zaczynają się piękne tereny które znam z poprzednich moich przejazdów dookoła Polski. Mijamy Kowalówkę – miejsce gdzie w czasie moich wypraw czterokrotnie korzystaliśmy z noclegu. Jednak teraz jedziemy dalej, plan jest inny . Od Lubaczowa jedziemy już po nieznanych mi terenach. W tym przejeździe z Ulą omijamy centrum Przemyśla i w kierunku Ustrzyk jedziemy inna nową nieznaną przeze mnie drogą. Około południa temperatura przekracza 30 stopni . Szukamy sklepu by się nawodnić i jednocześnie coś zjeść. W miejscowości Wielkie Oczy znajdujemy sklep, stolik i ławeczki w cieniu więc miejsce idealne na krótki postój. Spijamy zimną piankę, jemy słodkie batoniki, uzupełniamy wodę w bidonach i po kilkunastu minutach jedziemy dalej. Po ponad pół godzinie dojeżdżamy do starej drogi prowadzącej do granicy i jedziemy w kierunku na Rzeszów tak jak prowadzi nas nawigacja i wcześniejsze rady właściciela noclegów pana Andrzeja z Chotyńca jak do Niego trafić . Po 12 w upale dojeżdżamy do Chotyńca.. Widząc że sklep jest blisko jedziemy od razu do miejsca noclegu, tu po rozpakowaniu, kąpieli i zorientowaniu się jakie mamy możliwości przygotowania posiłku idziemy na pieszo do sklepu, kupujemy oczywiście piankę , makaron , gulasz i Ula robi super obiad. Później jeszcze raz idziemy na mały spacerek do sklepu uzupełniając zakupy mając na uwadze poranny posiłek – przecież jutro już góry. Jeszcze korzystamy z porady Pana Andrzeja jak przejechać do Przemyśla i ja poprawiam ślad GPX . Po 21 przy wysokiej temperaturze zasypiamy. Dzisiaj zrobiliśmy 159km w większości w upale.
ROGALIN – CHOTYNIEC 03:43
DYSTANS-159,11 km
CZAS TRWANIA-8g: 06m: 34s
KALORIE-6 990 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,62 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-57,79 km / h
9 dzień
Dzisiaj czekał nas trudny etap / okazało się że najtrudniejszy / Dobrze tylko że nie było upału. Wstaliśmy o 2:30,Ula zrobiła śniadanko / makaron na mleku / i przed 4 ruszyliśmy w drogę. Z obserwacji porannej pogody obawialiśmy się nawet jakiegoś deszczu i mocniejszego wiatru , ale nic z tych naszych prognoz się nie sprawdziło. Jedynie co było dobre to zachmurzenie co wiązało się z brakiem upału w czasie naszego górskiego etapu. Przez pierwsze 30km droga płaska jak stół, a więc spokojna jazda , ale już od Przemyśla się zaczęło. Jeszcze przed pierwszym podjazdem zatrzymaliśmy się na przystanku , wrzuciliśmy coś na ząb zmieniliśmy troszkę ubranie na bardziej suche i ściągamy nogawki. Jest już w miarę ciepło ale niebo dalej zachmurzone. Nasze kurtki chowamy i powoli zaczynamy się wspinać pod pierwszy krótki ale dość stromy podjazd / do 14% / Później bardzo szybkim zjeździe robimy krótką ale stromą ściankę i dalej już długi i dosyć stromy podjazd do Arłamowa. Tu myślałem że już będzie koniec ale gdzie tam – krótki zjazd do Kwaszeniny i następny podjazd i to stromy w kierunku dojazdu do drogi 890. Tu jeszcze czeka nas jeden krótki ale niezbyt stromy podjazd i zjazd do Krościenka. Za każdym razem kiedy byliśmy na końcu podjazdu zatrzymujemy się i na zjazd zakładamy kurtki – jednak wiaterek na zjazdach robi swoje i w połączeniu z rozgrzanym na podjeździe ciałem i mokrą koszulką odczucie chłodu jest dosyć spore. Nasze szyte specjalnie na wyprawę kurtki spełniają rolę ocieplaczy bardzo dobrze. Ok. godziny 10 zajeżdżamy pod otwarty sklep w Krościenku i tu robimy sobie dłuższy postój na posiłek. Robi się fajnie ciepło , coraz częściej wychodzi słoneczko . Pijemy jeszcze kawkę i jedziemy dalej na Ustrzyki Dolne i później do Ustrzyk Górnych i praktycznie cały czas pod górę. Do Czarnej Górnej zjeżdżamy szybkim zjazdem by później wspinać się trudnym i długim podjazdem. Pamiętam ten podjazd bo chyba w 2012 roku w czasie przejazdu dookoła Polski z Romkiem Węglarskim na szczycie jechałem po białej od gradu drodze, było totalne załamanie pogody , grad i bardzo zimno. Teraz jednak już temperatura komfortowa ok.20 stopni i na dosyć sporym zjeździe nawet nie zakładamy kurtek. Później już dojazd do Ustrzyk Górnych cały czas pod górkę . Na miejscu jesteśmy ok. godziny 14 , robimy zakupy i jedziemy do hotelu Górskiego gdzie mamy nocleg. Zakwaterowano nas w innym skrzydle hotelu gdzie pokój wygląda całkiem inaczej bardziej korzystnie niż tek w którym spaliśmy z Piotrem Siupką jak kończyliśmy w 2018 roku Ultramaraton Bałtyk Bieszczady Tour . Po kąpieli idziemy na obiad i później odpoczywamy jak zwykle zasypiając. Budzimy się ok.19 i idziemy na kolacje która jest w cenie hotelu / uprzejma Pani w recepcji zamieniła nam śniadanie na kolację / Kolacja pyszna a ilość produktów powala – jest nie do przejedzenia. Później już wracamy do pokoju i idziemy spać. Jutro w perspektywie również górski etap. Dzisiaj przejechaliśmy 137km z przewyższeniem 1542m
CHOTYNIEC – USTRZYKI GÓRNE 03:53
DYSTANS-136,86 km
CZAS TRWANIA-8g: 27m: 40s
KALORIE-6 023 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-16,17 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-58,80 km / h
10 dzień
Dzisiaj wstaliśmy o 3:30 zjedliśmy gorącą zupkę z makaronem i zgodnie z planem pomimo że jest chłodno nie założyliśmy kurtek i przed 5 ruszamy od razu pod górę. Zapowiada się piękny dzień choć na początku widzimy w niektórych miejscach gęstą mgłę ale już po 6 km jazdy pod górę widać przy bezchmurnym niebie i wschodzącym słońcu Bieszczadzkie Połoniny- piękne widoki. Na zjazdy zakładamy kurtki i jeszcze chłodny wiaterek nam nie straszny. Po krótkim zjeździe już podjeżdżamy pod następną górkę . Później już dłuższy zjazd i następny podjazd i taki ”grzebyk na wykresie” będzie się ciągnął przez cały etap. Zaraz za Cisną przed 8 zauważam po prawej stronie sklep z parkingiem i stolikami i to na samym słoneczku które przygrzewa już dosyć dobrze. Decyzja może być jedna – przerwa w podróży na jakieś jedzonko i suszenie ubrań. Plan jest by już stąd jechać na krótko. Jemy świeże bułeczki z wędliną , ja też ze śmietaną. W międzyczasie przejeżdżają obok dwie dwójki rowerzystów , w tym jedni z sakwami , pozdrawiamy się nie przewidując że to z jednymi spotkamy się później. Po naładowaniu akumulatorów ruszamy dalej. Słońce grzeje coraz bardziej i dojeżdżając do Komańczy szukamy sklepu by się nawodnić. Przy skręcie pozdrawiamy dwóch owych mijających nas za Cisną rowerzystów którzy stoją na poboczu i chwilkę później zatrzymujemy się przy sklepie i spijamy piankę. Po chwili i Ci rowerzyści zajeżdżają mając takie same zamiary. Poznajemy się przy piance i okazuje się że Fabian Śmitkowski i Paweł Ziobro to dwóch zakręconych z Krakowa którzy etapami jadą wzdłuż granic Polski. Teraz są na etapie granicy południowej. Fajnie jest sobie posiedzieć i pogadać ale trzeba jechać dalej. Wiemy że oni mają nocleg w Nowym Żmigrodzie, gdzie robią sobie dzień przerwy – odpoczynku , my nocujemy troszkę wcześniej w Daliowach. Umawiamy się jeszcze na wspólny „wodopój” przy sklepie w Jaśliskach i tu my robimy drobne zakupy , oczywiście razem spijamy na pożegnanie piankę życząc sobie powodzenia. Za chwilkę już jesteśmy w miejscu naszego noclegu. Gospodarstwo Agroturystyczne NASZ DOM. Jest upalnie ale fajnie bo w pokoju mamy wentylator który daje jakąś ulgę od tego żaru. Po kąpieli z powodu zamkniętego pobliskiego baru musimy jechać rowerkami po zakupy do oddalonego o ok.2 km. sklepu w Jaśliskach i mając możliwości w miejscu noclegu skorzystania z kuchni kupujemy makaron i gulasz i Ula robi pyszny obiad. Później już drzemka , kolacja i spanie. Dzisiaj zrobiliśmy 97km z 1082 m przewyższeniami.
USTRZYKI GÓRNE – DALIOWA 04:52
DYSTANS-97,29 km
CZAS TRWANIA-5g: 40m: 01s
KALORIE-4 285 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-17,17 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-55,18 km / h
11 dzień
Wstajemy przed 3 i po krótkim przygotowaniu do jazdy ruszamy w drogę. Zapowiadają następny upalny dzień więc staramy się jechać tak by zakończyć jazdę jak najwcześniej. Do Tylawy żadnego ruchu na drodze ale na krótkim odcinku drogi nr.19 do Dukli pomimo wczesnej pory już jest ruch tirów. W Dukli skręcając w kierunku na Nowy Sącz widzimy tablicę informacyjną o objeździe z powodu zamkniętej drogi. Ryzykujemy i jedziemy i okazuje się że droga w dwóch miejscach jest całkowicie zamknięta z powodu budowy przepustu, jednak z boku jest miejsce dla ruchu pieszych więc my z rowerkami możemy bez problemu z tego skorzystać. Mijamy Nowy Żmigród i wspominamy kolegów którzy sobie smacznie śpią i jeszcze przed 7 przy mocno grzejącym już słońcu zatrzymujemy się na stacji paliw w Gorlicach na śniadanko. Jemy hod- doga i pijemy dużą kawę jedząc na deser ciasteczka bel-vita. Później już za Grybowem zatrzymujemy się przy sklepie i spijamy pyszną zimną piankę lokalnego browaru. Jest to lekarstwo na wszelkie dolegliwości. Po tym nawodnieniu jeszcze przed nowym Sączem czeka nas podjazd i później już zjazd do miasta. Jest już upalnie a przejazd przez Nowy Sącz potęguje ten żar . Już na rogatkach miasta zatrzymujemy się na zimną piankę i że jest już południe decydujemy się zjeść wczesny obiad. Później ruszamy do Łącka gdzie mamy nocleg. W czasie drogi zauważam na swoim Garminie że temperatura wskazuje 40,1 stopnia i po chwili wzrasta do 40,2 a więc tendencja wzrostowa. Była to najwyższa wartość jaką wskazał Garmin przez te 20 dni naszej wyprawy. Żar leje się z nieba. Jeszcze przed Łąckiem dzwonię do właścicielki noclegu która wychodzi nam naprzeciw byśmy trafili na miejsce. Ok. 13 jesteśmy na miejscu. Jeszcze przed kąpielą jedziemy z Ulą , już bez sakw do centrum Łącka by zrobić zakupy i później już kąpiel i odpoczynek. W takie upały mój plan bardzo wczesnych wyjazdów jest najlepszym rozwiązaniem- najbardziej uciążliwe dla organizmu okresy dnia , a więc godziny temperaturowego szczytu my już odpoczywamy. Dzisiaj zrobiliśmy 128km.
DALIOWA – ŁĄCKO 03:42
DYSTANS-127,90 km
CZAS TRWANIA-7g: 05m: 06s
KALORIE-5 632 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-18,05 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-63,35 km / h
12 dzień
Wstajemy już z „automatu” w okolicach godziny 3 i ok. 4 ruszamy w trasę. Zbliżamy się bardziej do zachodu i wyjazdy ok.3:30 to wyjazd kiedy jest jeszcze ciemno .Najbardziej
patrząc na niebo wiemy że będzie to kolejny upalny dzień w górach. Przez ok.18km jedziemy przepiękną drogą w kierunku Krościenka nad Dunajcem mając cały czas w zasięgu wzroku Dunajec. Droga delikatnie pnie się w górę / przecież jedziemy w kierunku Pienin / , od Krościenka przez ok. 10km mamy już podjazd ponad 200m w górę który z każdym kilometrem staje się coraz bardziej stromy. Podjazd męczący ale widok na szczycie wynagradza ten wysiłek. W tle bezchmurnego nieba wyłaniają się szczyty Tatr. Widok piękny warty wszystkich zachwytów. Po zrobieniu paru fotek zakładamy nasze kurtki i już mkniemy stromym krótkim zjazdem w kierunku Nowego Targu. Ok. 6:30 zatrzymujemy się na stacji paliw – już słoneczko mocno grzeje więc już będziemy jechali na krótko. Ale chwilę przed postojem mieliśmy małe zdarzenie. Ja oczywiście jadę przodem , Ula za mną , ruch już dosyć spory a kierowcy bardzo się spieszą, droga nie ma „marginesu a my staramy się jechać bardzo blisko prawej strony. Jadę i słyszę jakiś „bum” już się wystraszyłem że Uli się coś stało, spoglądam w lusterko , Ula jedzie więc się uspokoiłem . Z uli opowiadania wychodzi na to że samochód jechał dosyć szybko i zauważył że nie da rady ominąć Uli więc było ostro po hamulcach a nieuważny kierowca z tyłu Ne zdążył zahamować i było ”puk” Szczęście że Uli się nic nie stało. Następny trudny przejazd to oczywiście Nowy Targ a tu trafiamy ok.7 rano a więc godziny największego ruchu. Jeszcze na dodatek jest wypadek na światłach i tylko szczęście że na przeciwnym kierunku. Później już jedziemy w upale w kierunku Zawoi. Ok. 9 zatrzymujemy się jeszcze przy sklepie uzupełniając płyny w bidonach i nawadniając się i dalej już zbliżamy się łagodnym podjazdem do Zubrzycy. Tu zatrzymujemy się przy sklepie i robimy zakupy wiedząc że nocleg w pokojach gościnnych ZA BOREM w Zubrzycy Górnej jest na samym końcu miejscowości. Ok. 12 dojeżdżamy na miejsce przy temperaturze przekraczającej 35 stopni. Prysznic, jedzonko i odpoczynek – drzemka do ok.18 później kolacja i o 21 idziemy spać. Dzisiaj zrobiliśmy 91km jednak praktycznie cały czas pod górkę .
ŁĄCKO – ZUBRZYCA GÓRNA 03:46
DYSTANS-91,34 km
CZAS TRWANIA-5g: 13m: 53s
KALORIE-4 023 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-17,46 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-51,01 km / h
13 dzień
Wszystko na 13 – dzień 13 i 13-go a więc moje szczęśliwe liczby. W planach etap i zróżnicowanym terenie , na początku podjazd pod najwyższą położoną w całości na terenie Polski przełęcz – Krowiarki , później najdłuższy zjazd , i przejazd przez największą wioskę w Polsce- Zawoje.
Wstajemy jak co dzień i ok. 4 w ruszamy od razu pod górę by po 45 minutach stać już na szycie przełęczy. Ruszając z Zubrzycy o 4 rano garmin wskazywał 18 stopni ciepła więc jak na teren górzysty bardzo ciepło i po zrobieniu paru pamiątkowych fotek nie ubieramy kurtek tylko zjeżdżamy pięknym zjazdem w dół do Zawoi i dalej do Makowa. Tu muszę napisać że pobiłem swój rekord – zjazd bez pedałowania – ponad 16km. Z tej strony przełęczy zrobiło się jednak zimniej i pod koniec zakładamy kurtki. Tuż za Wadowicami zatrzymujemy się na stacji paliw na śniadanku – jest już w miarę ciepło więc się rozbieramy. Później już Kęty i w Nowej Wsi zatrzymujemy się ponownie na uzupełnienie płynów. Później omijamy Oświęcim i kierujemy się na Pszczynę. W południe grzeje już niemiłosiernie i jeszcze przed Pawłowicami gdzie mamy nocleg zatrzymujemy się spić piankę , a w Pawłowicach robimy zakupy i kierujemy się do hotelu Koniczynka. W sklepie kupujemy też całego arbuza przekrojonego na pół , meldujemy się w hotelu, bierzemy prysznic i schodzimy do restauracji na regionalny obiad – kluseczki śląskie . Później już popołudniowa drzemka , a po przebudzeniu patrzymy jak z południowego zachodu nadciągają chmury burzowe. Myślimy – będzie padać i grzmieć to będzie troszkę ochłody , ale gdzie tam – nic z tych rzeczy. Ok.21 idziemy spać. Dzisiaj zrobiliśmy132km.
ZUBRZYCA GÓRNA – PAWŁOWICE 03:59
DYSTANS-131,60 km
CZAS TRWANIA-6g: 30m: 39s
KALORIE-5 777 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-20,21 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-58,78 km / h
14 dzień
Z Pawłowic wyruszamy po 4 rano. Niebo zachmurzone i w powietrzu „wisi” deszcz. Jednak całą drogę jakbyśmy jechali chwilkę po deszczu- nas jednak nie zmoczyła ani kropla. Po drodze jeszcze zatrzymujemy się na małym jedzonku i ok. południa jesteśmy w Prudniku. Mieliśmy jechać dalej do Głuchołaz ale jak dzwoniłem i pytałem się czy jeśli przyjedziemy wcześniej nie będzie problemu z zakwaterowaniem, pani mnie poinformowała że będziemy musieli czekać do 14. W Prudniku gdzie temperatura już skoczyła do ponad 30 stopni zajechaliśmy do hotelu OAZA i bez problemu dostaliśmy klucze do pokoju. Zrobiliśmy zakupy, prysznic i drzemka. Po południu poszliśmy do restauracji coś zjeść i dalej odpoczynek. Dzisiaj przejechaliśmy 110 km na początku w fajnych warunkach tylko z mocniejszym wiaterkiem ale już później było gorąco.
PAWŁOWICE – PRUDNIK 04:13
DYSTANS-109,58 km
CZAS TRWANIA-6g: 24m: 28s
KALORIE-4 821 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-17,09 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-49,84 km / h
15 dzień
Dzisiaj dzień rodzinnych odwiedzin. Z Prudnika wyjeżdżamy zaraz po 4 rano pomimo że planowany etap jest w miarę krótki. Rano jest już ciepło / ok.17stopni / co prognozuje znowu upał. Ze 100 planowanych km pierwsza połowa to w miarę po płaskim a druga 50 to już podjazdy. Po niecałych 3 godzinach zatrzymujemy się w Paczkowie na orlenie by się posilić i uzupełnić płyny- przed nami trudny odcinek . Robi się coraz cieplej więc ściągamy kurtki i ruszamy pod górę. Na razie spokojnie ale już za chwilę robi się coraz bardziej stromo. Mijamy Złoty Stok i zaczynamy dosyć długi męczący podjazd przez Mąkolno. Później już zjazd stromy i niebezpieczny do samego Kłodzka. Przejazd przez samo centrum Kłodzka przebiega sprawnie i już za chwilkę jesteśmy na głównej drodze , zatrzymujemy się na orlenie , uzupełniamy płyny i ruszamy pod ostatni trudny podjazd do Szczytnej gdzie jesteśmy już po 10.Od razu idziemy do Dino po piankę i później już wita nas kuzyn Rysiu , wprowadzamy rower do mieszkania , prysznic , obowiązkowa pianka i idziemy do Szczytnej na obiad. Jest upalnie więc często się nawadniamy. Wracając robimy zakupy , w domku Ula robi pyszny makaron z sosem a ja na rano przygotowuje zupkę owocową. Im bliżej wieczora tym robi się bardzo parno i z daleka widać chmury burzowe. Sprawdzając pogodę na niedzielę wiemy że będzie załamanie , prognozują opady deszczu i burze i to od rana do południa. Później ma być już troszkę lepiej. Wiedząc o takiej niedzieli zaplanowałem na ten dzień krótszy etap przewidując wyjazd nawet w godzinach popołudniowych. Wieczorem zaczyna już padać i z daleka widać błyski. Kładziemy się spać później niż zwykle . Dzisiaj zrobiliśmy 101 km.
PRUDNIK – SZCZYTNA 04:16
DYSTANS-101,06 km
CZAS TRWANIA-5g: 17m: 59s
KALORIE-4 443 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,07 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-60,53 km / h
16 dzień.
Pierwszy raz budzę się ok. 2 w nocy i słyszę że pada. Zasypiam , wstaje ok.5 i patrząc na niebo nie wierze – bezchmurnie. Analizuje aktualną pogodę i mówię Uli która też się obudzila że możemy wyjechać już po 10 i nie zanosi się na większe opady. Wstajemy , jemy zupkę owocową i po spakowaniu ruszamy zaraz po 8. Na początku pochmurno z przejaśnieniami temperatura ok. 18 stopni więc pogoda na jazdę super. Początek to krótki ale treściwy podjazd ale później zjazd do skrętu na Wambierzyce – droga o bardzo dobrej nawierzchni , szeroka , brak samochodów i tu bije swój rekord szybkości w czasie wyprawy dookoła Polski – rowerem z sakwami który waży ok..27km na oponach 35mm rozpędziłem się do prędkości ponad 68km/godzinę. Ula za mną troszkę wolniej ale i tak bardzo szybko. Później już podjazd do Chocieszowa i już z górki przez Wambierzyce do Ścinawki. Dalej jedziemy przez Tłumaczów i Czechy pod górkę . Zatrzymujemy się przy barze i spijamy czeską piankę , robimy sobie fotkę ze szwejkiem i jedziemy do granicy. W Mieroszowie skręcamy na Krzeszów i tu przez ok.15 minut łapie nas deszczyk , pierwszy i ostatni raz w czasie naszej 20 dniowej wyprawy. W czasie deszczu temperatura spada do 15 stopni ale już jak przestaje padać robi się coraz cieplej i ok. południa jak dojeżdżamy do Kamiennej Góry jest już ponad 20 stopni. Stajemy na orlenie i pijemy kawkę, jemy kanapki Po 13 jesteśmy już w Pisarzowicach przy GOŚCIŃCU RUDAWSKIM gdzie przemiła pani prowadzi nas do pokoju gdzie zostawiamy sakwy i rowerami jedziemy ok. 2 km do jedynego w pobliżu otwartego sklepu. Robimy zakupy i wracamy. Umawiamy się z Panią na późny obiad , idziemy do pokoju prysznic i drzemka. Przed 17 jemy pyszny obiad , rozmawiamy sobie z przemiłą właścicielką Gościńca Rudawskiego gdzie nocujemy i idziemy do pokoju . Następnego dnia czeka nas ostatni górski etap i to nie taki łatwy , więc analizuje pogodę i prognozy wprawiają nas w dobry humor. Ok.21 zasypiamy. Dzisiaj zrobiliśmy 80km.
SZCZYTNA – PISARZOWICE 07:49
DYSTANS-80,31 km
CZAS TRWANIA-4g: 39m: 04s
KALORIE-3 537 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-17,27 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-68,54 km / h
17 dzień
Wstajemy później przed 4 i ok.5 ruszamy od razu w trudny teren – podjazd pod przełęcz Kowarską. Jest chłodno 7 stopni ale nie zakładamy kurtek – to zostawimy na długi zjazd do Kowar. W Kowarach zauważam myjnię więc decyzja po deszczu jest by umyć napęd w rowerach. Po chwili jedziemy już w kierunku na Karpacza . Słoneczko grzeje coraz bardziej i w Podgórzynie zatrzymujemy się na znajomej stacji paliw / w ubiegłym roku to właśnie od tej stacji zacząłem podjazd na Przełęcz Karkonoską/ Jest też stolik i ławeczki które są na słoneczku więc idealne miejsce na posiłek i przebranie się przed gorącym okresem i podjazdem do Szklarskiej Poręby. Mając sporo czasu leniuchujemy się prawie godzinkę i jak wyjeżdżamy po 8 jest już naprawdę bardzo ciepło. Od Pisarzowic jedziemy już pod górkę do samej Szklarskiej Poręby, w międzyczasie robiąc sobie pamiątkowe fotki na parkingu. W Szklarskiej szukamy miejsca gdzie można zjeść śniadanko. O tej porze ok.10 rano wszystko pozamykane , jednak znajdujemy bar, stolik na zewnątrz na słoneczku więc decyzja może być tylko jedna. Na początek spijamy pyszną ciemną czeską piankę , później jajecznica . Po takim śniadanku podjeżdżamy pod ostatni trudny podjazd do zakrętu śmierci i dalej już zjazd praktycznie z górki do samego miejsca noclegu w Kościelnikach za Leśną. Im bardziej jedziemy w dół tym jest coraz cieplej i w południe jest już gorąco ponad 25 stopni. W Leśnej jesteśmy przed 13 zatrzymujemy się jeszcze na jakieś zakupy i za chwilkę jesteśmy w miejscu noclegu. Tu jemy obiad i umawiamy się na kolację. Idziemy do pokoju i odpoczywamy. Zrobiliśmy 93km. Po 21 zasypiamy.
PISARZOWICE – KOŚCIELNIKI 04:53
DYSTANS-92,72 km
CZAS TRWANIA-6g: 13m: 22s
KALORIE-4 084 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-14,90 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-60,84 km / h
18 dzień
Wstajemy przed 3 i ok.4 ruszamy. Początek delikatnie pod górkę ale po godzince już jedziemy prawie cały czas w dół. Przed 7 dojeżdżając do Iłowa zauważam duży parking i bar . Zatrzymujemy się i na grzejącym już mocno słoneczku sadowimy się na zewnątrz przy stoliku z zamiarem zjedzenia śniadania. Miła pani w barze proponuje nam gorący rosołek z makaronem a my decydujemy się jeszcze na golonkę. Po zjedzeniu takiego śniadanka akumulatory mamy naładowane na 100%. Już na krótko jedziemy dalej. W Żaganiu robię błąd – kieruje się na Nowogród Bobrzański zamiast dobrą drogą na Żory i dalej na Lubsko do Krosna Odrzańskiego . W Nowogrodzie był początek – spory kawałek bruku ale już dalej to była masakra – Bogaczów ponad 2 km paskudnego bruku po którym nie dało się jechać. Później już było lepiej. Przejazd przez Krosno Odrzańskie też nie należy do przyjemnych , ruch bardzo duży , korki, już upał . Zaraz za Krosnem obowiązkowa ścieżka rowerowa i w Osiecznicy ok.11 zauważam stacje paliw .Tu się zatrzymujemy na posiłek i piankę. Później już kierunek Słubice. Po 13 jesteśmy na miejscu. Tu przyznam że zrobiliśmy malutki przekręt ale wyszło to nam na dobre. Mieliśmy nocleg w zajeździe OAZA . Zajechaliśmy do pobliskiego sklepu , jedynego na końcu miasta kupiliśmy piankę i zajeżdżamy do zajazdu a tam remont i niezbyt ciekawy widok. Mówimy że jedziemy na stację paliw jeszcze coś kupić i tak robimy . później jedziemy dalej gdzie też rozmawiałem o noclegu w hotelu HOLIDAY’S. Tu wita na przemiła pani i jak dowiedzieliśmy się że może nam przygotować kolację i pani ma kontakt by zamówić pizzę – zostajemy. Warunki bardzo dobre, czysto i przyjemnie. Temperatura wzrasta do ponad 35 stopni a więc upał. Po godzince dostarczają nam zamówioną pizzę, jemy i popołudniowa drzemka. Wczesnym wieczorkiem idziemy na przygotowana kolację i ok. 21 zasypiamy. Dzisiaj na liczniku 186km
KOŚCIELNIKI – SŁUBICE 03:57
DYSTANS-186,42 km
CZAS TRWANIA-9g: 37m: 36s
KALORIE-8 192 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-19,36 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-53,33 km / h
19 dzień
Wstajemy o 02:30 , poranna toaleta , jemy gorące zupki z makaronem pakujemy sakwy i ok. 4 wyjeżdżamy. Dystans krótki ale umawialiśmy się z Elą z Widuchowej że będziemy u niej przed południem. Po drodze mijamy Kostrzyń , a w Mieszkowicach gdzie przy małym sklepiku stoi stolik z krzesełkami zatrzymujemy się na drobny posiłek. Robi się już coraz cieplej więc rozbieramy się i jedziemy na krótko. Później już tylko Chojna i Widuchowa gdzie
Tu po przywitaniu bierzemy kąpiel , Ela częstuje nas kawką i pysznym zrobionym przez nią ciastem. Cały dzień mija na rozmowach i spotkaniach rodzinnych. Wieczorem pyszna kolacja i ok.22 idziemy spać. Jutro już w domku.
SŁUBICE – WIDUCHOWA 03:57
DYSTANS-107,00 km
CZAS TRWANIA-5g: 12m: 33s
KALORIE-4 695 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-20,54 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-55,03 km / h
20 dzień
Budzimy się o 3 rano , szybka toaleta i nocne jedzonko przed jazdą – makaron i zupka owocowa. Po pożegnaniu z Elą ruszamy w drogę zaraz po czwartej. Jest bardzo ciepło 18 stopni więc jedziemy od razu na krótko . Przy dojeździe do głównej drogi spotykamy parę dzików a jeden z nich nawet próbuje ścigać się z nami. Jeszcze dwa lekkie podjazdy i dalej już jedziemy równo tempem ok. 25km/h. Mijamy Gryfino i dalsze mieścinki przed Szczecinem. Zaraz po minięciu w Podjuchach stacji PKP dzwoni do mnie Witek Buczyński który obiecał wyjechać nam naprzeciw i przywitać na ziemi szczecińskiej. Muszę tu napisać że powitanie i Witka towarzystwo to już standard w moich przejazdach dookoła Polski. Od 2012 roku przez trzy kolejne przejazdy Witek witał mnie i moich rowerowych towarzyszy przed Gryfinem i był naszym przewodnikiem do Nowego Warpna po drodze oczywiście nie mogło obejść się bez zajechania do „apteki” i spicia pianki. I tym razem nie mogło obejść się bez towarzystwa Witka , chociaż Jego stwierdzenie na wczesną porę było takie : Zadwornego bym odpuścił ale Uleczki …. Już po chwili widzimy z daleka jak Witek stoi z rowerkiem i robi na fotkę. Później chwila postoju i przywitanie i już jedziemy dalej. Po minięciu Goleniowa zatrzymujemy się przy otwartym sklepie w Modrzewiu gdzie tradycji staje się zadość – wspólnie spijamy piankę i żegnając się z Witkiem jedziemy dalej. Wjeżdżamy w tereny gdzie przed nami dosyć mocno popadało, nas żaden deszczyk nie złapał . Mijamy Stepnicę i kierujemy się na Wolin. Przed Wolinem dzwonię do Piotra Siupki który wcześniej zadeklarował że wyjedzie nam naprzeciw. Dowiaduje się że Piotr jedzie z Anią Kucharską i umawiamy się że będą nas gonili bo my będziemy troszkę wcześniej . Doganiają nas przed Miedzywodziem serdecznie się witając. W Miedzywodziu zatrzymujemy się żeby coś zjeść i się nawodnić i jedziemy dalej już we czworo. W Dziwnówku spotykamy się z Rysiem Maziarzem który też wyjechał nam naprzeciw. Jedziemy do Niechorza i przy latarni robimy pamiątkowe zdjęcie , później siadamy i spijamy pyszną piankę. Tu też żegnamy się z Anią która jedzie do domku a my jedziemy do Gryfic. Tu ok.14:30 żegnając się z Piotrem i Rysiem wjeżdżamy do domku Córki Judyty na obiad. Jesteśmy szczęśliwi że już możemy przytulić wnuczkę Liwkę i wnuczka Igorka i przywitać się z najbliższymi.
WIDUCHOWA – GRYFICE 04:01
DYSTANS-184,84 km
CZAS TRWANIA-8g: 44m: 04s
KALORIE-8 164 kcal
ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ-21,16 km / h
MAKS. PRĘDKOŚĆ-48,18 km / h






